Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Bronisław Geremek » Teksty » Artykuły w gazetach » Wystąpienie na konferencji "Anatomia nienawiści" (Moskwa - grudzień 1991)

Wystąpienie na konferencji "Anatomia nienawiści" (Moskwa - grudzień 1991)

Tekst wystąpienia na międzynarodowej konferencji „Anatomia nienawiści” zorganizowanej w połowie grudnia 1991 roku w Moskwie przez redakcję tygodnika „Ogoniok” i Fundację Humanistyczną Elie Wiesela.

 

Polityka i nienawiść

 

Polityka jest z definicji – grą konfliktów, która poprzez nieuchronne kompromisy prowadzi do zrobienia tego, co możliwe, pomimo sprzecznych – a niekiedy wzajemnie się wykluczających – interesów grupowych. Partie polityczne artykułują owe sprzeczności i wystepują jako strony w konflikcie.

W dążeniu do uzyskania społecznego poparcia i do zapewnienia skuteczności swoim działaniom, partie odwołują się do solidarności lub do nienawiści.

Przeciwstawienie: polityka solidarności – polityka nienawiści jest najprostszym, a może i najbardziej adekwatnym do rzeczywistości, sposobem określenia podmiotów, działających na forum politycznym schyłku XX wieku. Tradycyjne definiowanie pola politycznego w kategoriach lewicy-centrum-prawicy, wyrosłe z doświadczeń politycznych początku epoki nowożytnej, staje się coraz mniej użyteczne.

W płaszczyźnie programów ideowych nastąpiło „przemieszanie języków”, zatarcie dzielących barier i „zamglenie konturów” poszczególnych ugrupowań. Skuteczna samoobrona i transformacja kapitalizmu w ciągu XX w. sprawiła, że stosunek do kapitalizmu – a więc do gospodarki rynkowej, do własności prywatnej i do zysku – przestał być efektywnym kryterium podziałów politycznych: odmienność opcji ekonomcznych poszczególnych ugrupowań politycznych utraciła chrakter radykalnej dystynkcji ideologicznej, nabrała charakteru przede wszystkim pragmatycznego, wyraża sięw różnicach języka i w rozłożeniu akcentów.

Skrajności się przyciągają: tradycyjna skrajna lewica odwołuje się do metod  i do języka analogicznegodo tego, jakiego używa skrajna prawica. Znamienne jest, że obie operują w tym samym lub podobnym elektoracie. „Polityka solidarności – polityka nienawiści” jest lepszym instrumentem diagnozy i opisu aktualnej sceny politycznej. Zauważmy od razu, że i tu przeciwstawność nie jest pełna: odwołanie się do nienawiści też służyć ma wytworzeniu solidarności.

Systemy totalitarne promowane były przez partie lub ruchy polityczne, które z nienawiści czyniły podstawowy element swojego programu i główny instrument działania. Budziło to najpierw odrazę i zdziwienie elit politycznych, było bowiem zaprzeczeniem wartości promowanych przez tradycję polityczną europejską: Słowa Unamuno o bezsensie hasła „Viva la muerte” („Niech żyje śmierć” – red.) budzą szacunek dla odwagi hiszpańskiego filozofa, ale także są świadectwem naiwności i bezsilności. Wobec kryzysu świadomości politycznej Zachodu, którego wyrazem był brak identyfikacji społeczeństwa z państwem narodowym i z demokratycznymi instytucjami politycznymi, ideologie totalitarne zmierzały do konstruowania jedności społecznej i do legitymizacji zasady dyktatury czy też monopolu władzy jednej partii przez eksploatowanie frustracji społecznych i przez rozbudzanie nienawiści.

Nazizm niemiecki z nienawiści do Żydów, z pogardy wobec Słowian, z niechęci wobec „plutokracji” budował spójność społeczną, której fundamentem był agresywny nacjonalizm. Komunizm, głosząc nadrzędność walki klas, promował wojnę wszystkich przeciw wszystkim, historyczną misją proletariatu uzasadniał zarówno dyktaturę monopartii, gwałt na wszystkich prawach człowieka i narodu, jak też legitymizował istnienie imperium oraz politykę ekspansji imperialnej.

Nienawiść promowana do rzędu zasady naczelnej czyniła wojnę wewnętrzną i zewnętrzną nieuchronną, w wojnie i w przemocy upatrując środków do utrwalania i dla reprodukcji dyktatury. Polityka jako program i jako praktyka działań były zredukowane we wszystkich totalitaryzmach – będących owym zbiorowym wstydem całej ludzkości, żeby powtórzyć słowa Hannah Arendt – do promocji nienawiści. Skrajną konsekwencją tego był holocaust.

Podobnie jak w postępowaniu jednostkowym, można stwierdzić, że brak nienawiści do zła jest grzechem, tak i w zachowaniach i działaniach politycznych można brak nienawiści do zła traktować jako naganny. Czy jednak nienawiść jest jedynym przeciwstawieniem obojętności i współuczestnictwa w obliczu zbrodni?

W jednym z zadziwiających dokumentów ostatnieju wojny, w wyznaniach i listach, jakie Etty Hillesum pisała, zanim znalazła śmierć w Oświęcimiu, w listopadzie 1943 r., spotkać można postawę przeciwną. Etty Hillesum uznaje, że nienawiść do katów hitlerowskich byłaby degradująca moralnie dla ofiary i ze nakazem etyki chrześcijańskiej jest akceptacja własnego losu. Przedmiotem nienawiści może i powinna być tylko sama nienawiść.

Wszystkie kraje posttotalitarne stawały w momencie rozpadu lub obalenia starego systemu wobec dylematu politycznego, który swoimi korzeniami tkwi w tym dramatycznym wyborze między nienawiścią do nienawiści a nienawiścią do wrogów.

W Niemczech posthitlerowskich proces norymberski i denazyfikacja stanowiły model radykalny zerwania z przeszłością przez wydzielenie i ukaranie sprawców zła, ale też dokonało się to w ramach porządku międzynarodowego, w ramach którego zwycięzcy karali pokonanych. Obalenie frankizmu dokonało się w procesie wewnętrznej transformacji, przy czym postanowiono okres wojny domowej i systemu frankistowskiego traktować jako zamknięty rozdział historii: nie stworzono miejsca ani na rozrachunki, ani na zemstę. W modelu hiszpańskim nie szukano zatem winnych, wyłączono nienawiść z decyzji politycznych.

W chwili obecnej kraje postkomunistyczne mają wybór modelu działania – za każdym z nich przemawiają racje historyczne i etyczne. Ale przedmiotem debat politycznych w Polsce czy w Czechosłowacji nie jest etyczny wymiar tego wyboru, ale jego konsekwencje polityczne. Dekomunizacja jest na pewno elementem składowym procesu przejścia Europy Wschodniej do demokracji, bo zmieniając struktury władzy, czyni tęewolucję nieodwracalną, a poza tym jako akt sprawiedliwości wobec winowajców jest fundamentem przywrócenia ładu prawnego i etycznego.

Oczywiste jednak jest także, że eksploatacja polityczna tego tematu karania winnych tak w Polsce, jak w Czechosłowacji wynika z przekonania, że istnieje społeczny rezonans dla programów dekomunizacji: zemsta i nienawiść mają stanowić rozładowanie dla frustracji społecznych, biedy, poczucia beznadziejności.

Programy dekomunizacji w Europie Wschodniej i Środkowej stawiają zatem nie tyle pytania o potrzebę rozrachunku z przeszłością, ile o instrumentalizację krzywd dla sukcesu politycznego. Nienawiść do zła w praktyce działań politycznych może wszak stać się złem nienawiści.

Rozpad komunizmu jest procesem wyzwoleńczym: uwalnia ludzi spod przemocy dyktatury, przywraca także narodom wolność i suwerenność bytu państwowego. Obalanie imperiów było w historii zawsze precesem tyleż bolesnym i dezorganizującym, co nieuchronnym i zbawiennym. Rozpad Związku Radzieckiego, chociaż stwarza zagrożenia dla ładu międzynarodowego, taki właśnie nosi charakter.

Trudniej już przychodzi zrozumieć nieuchronność rozpadu Jugosławii, póki się nie doceni zakorzenienia idei państwa narodowego w psychologii zbiorowej; żeby też zrezygnować z części narodowej suwerenności na rzecz wspólnoty ponadnarodowej trzeba najpierw mieć suwerenność i wyzwolić się z lęku przed supremacją lub hegemonią innego narodu.

Oto jednak w Europie postkomunistycznej pojawia się syndrom populizmu i nacjonalizmu, w którym poczucie narodowe eksploatowane jest dla dla polityki przemocy. Zjawiają się dyktatorzy – lub kandydaci na dyktatorów – którzy w rozbudzaniu nacjonalizmu – a ściślej: nienawiści własnego narodu do innych – widzą szansę dla zdobycia poparcia społecznego.

Można by te zjawiska traktować jako przejściową chorobę na drodze przejścia od komunizmu do demokracji.

W zachodnich analizach politycznych sytuacji w Europie Wschodniej i Środkowej pojawia się niekiedy swoisty ton wyższości – a niekiedy irytacji – że dokonuje się tu nawrót do XIX wieku, powrót do czasów konfliktów i wojen o granice. Nic bardziej fałszywego niż traktowanie agresywnego nacjonalizmu w Europie u schyłku egzotyki postkomunizmu. Ten sam trend odnaleźć można w życiu publicznym Zachodu ostatniego czasu.

Rozmiary migracji współczesnych wytwarzają wyobraźnięzagrożenia. Polityka i politycy poczynają eksploatować niechęć do obcych, pobudzać ją lub racjonalizować. W technologii zdobywania władzy znowu jawi się nienawiść jako instrument.

Dylemat, jaki stawia nawrót nienawiści we współczesnej polityce, sprowadzić można do wyboru między społeczeństwem zamkniętym a społeczeństwem otwartym w wizji Karla Poppera. Z jednej strony model wspólnoty plemiennej, antyhumanitaryzmu i antyuniwersalizmu, w którym zamknięcie wobec innych idzie w parze z polityką nienawiści. Z drugiej strony model przeciwstawny – demokratycznego społeczeństwa otwartego, „w którym jednostka ma prawo do osobistych decyzji” (Karl Popper), a polityka posługuje się kreowaniem solidarności.

 

Źródło: Gazeta Wyborcza