Aby rozpocząć wyszukiwanie, wpisz poszukiwane wyrażenie.

Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Bronisław Geremek » Teksty » Artykuły w gazetach » Gdańsk był wolnym miastem (Gazeta Wyborcza, 31 sierpnia 2005)

Gdańsk był wolnym miastem (Gazeta Wyborcza, 31 sierpnia 2005)

Gdańsk był wolnym miastem

 

Jak występowali robotnicy, to milczała inteligencja. Jak występowali studenci, to milczeli robotnicy. A rolnicy byli poza tym wszystkim. I tutaj nagle to się spotkało

To był właśnie ten istotny nowy element, który wniósł sierpniowy strajk w Stoczni Gdańskiej. W każdym z poprzednich buntów polskie społeczeństwo było podzielone.

"Solidarność" jest również moją osobistą sprawą, jednym z wielkich wydarzeń mojego życia. Jak się tam znalazłem?

Po strajku lubelskim warszawskie środowiska opozycji demokratycznej oraz Klubu Inteligencji Katolickiej rozważały sytuację. Pamiętam o moich rozmowach po pierwsze z Adamem Michnikiem, który zwracał mi uwagę na potrzebę aktywizacji środowisk intelektualnych. Bezpośrednią rolę odegrały moje rozmowy z Ryszardem Kapuścińskim i Wojciechem Adamieckim, dziennikarzami, którzy byli w Stoczni Gdańskiej. Z kolegami z Towarzystwa Kursów Naukowych podjęliśmy inicjatywę listu, który 18 sierpnia w moim mieszkaniu został podpisany przez 64 intelektualistów.

Zgodnie z tym, co ustaliliśmy, list złożyłem w sekretariacie KC. Czyniono tam pewne opory, ale zarejestrowano go w dzienniku podawczym. Kilka godzin później zostałem na krótko aresztowany.

Prosto i na prawo

Po wypuszczeniu 20 sierpnia pojechałem samochodem z Tadeuszem Mazowieckim do Gdańska. Jechaliśmy w poczuciu, że opuściliśmy Warszawę, miasto w stanie gorączki, opanowane przez działania SB, niespokojne... Przyjechaliśmy późno (gubienie "ogona" SB zajęło nam dużo czasu). Myśmy Gdańska nie rozumieli. Rozglądaliśmy się dokoła i wreszcie uznaliśmy, że wejdziemy do klasztoru ojców pallotynów, gdzie nas bardzo serdecznie powitano i ugoszczono herbatą. Tam zadaliśmy pytanie, bardzo warszawskie: - Jak by się tu dostać do stoczni? Odpowiedziano nam: - Prosto i na prawo!

Jeden z ojców narzucił sweter i powiedział: - To ja pójdę z wami. I dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Gdańsk był wolnym miastem. I pierwsze nasze zetknięcie ze stocznią, bardzo serdeczne powitanie przez robotników u bramy. Widok tej bramy z napisem "Stocznia im. Włodzimierza Lenina", a pod spodem portret Jana Pawła II. A potem w środku wolni i radośni ludzie. Stan wiedzy w stoczni był taki, że Gdańsk jest otoczony przez siły wojskowe i policyjne, że są w lasach, że są doniesienia o okrętach floty radzieckiej... I to poczucie wolności i radości było pomimo to. W środku śpiący członkowie MKS-u, i wreszcie pierwsze spotkanie z Lechem Wałęsą.

Nam trzeba pomóc!

Myśmy nie wiedzieli, czy my przyjeżdżamy tylko po to, żeby przywieźć ten list, czy Rozmawialiśmy o tym po drodze. I konkluzja była, że zobaczymy, co dalej. Lech Wałęsa list przyjął, przeczytał, powiedział, że nazwiska zna i że list bardzo piękny, ale odłożył i, patrząc na nas, powiedział: - Co my mamy robić z listami? Nam trzeba pomóc!

Powiedziałem: - My jesteśmy ludźmi środowiska intelektualnego w roli ekspertów od różnych spraw.

Lech Wałęsa nagle zniknął i wrócił gdzieś po półgodzinie. Wiem, że mimo pewnych oporów uzyskał decyzję prezydium MKS polecającą Mazowieckiemu i mnie sformowanie grupy ekspertów. Słowo "ekspert" przez następne 500 dni stało się jednym z nowych pojęć nowego języka politycznego. I wówczas zapytaliśmy, czy mamy jakieś gwarancje bezpieczeństwa dla ludzi, których ściągniemy. Odpowiedziano nam zgodnie z prawdą, że żadnych gwarancji.

Żądano "chleba i wolności"

Po dwóch dniach przyjechali Andrzej Wielowieyski, Bogdan Cywiński, Jadwiga Staniszkis, Tadeusz Kowalik, Jerzy Stembrowicz, Waldemar Kuczyński. A więc ekonomiści, prawnicy, socjologowie. Poza tym w toku naszej pracy mieliśmy kontakt telefoniczny ze stałym naszym zapleczem zgrupowanym wokół Jerzego Jedlickiego. Aktywny był też historyk Adam Kersten, który kilkakrotnie przyjeżdżał do Gdańska. W ostatnich dniach przed podpisaniem porozumienia dołączyła grupa, która miała pracować nad przyszłym statutem związku: Andrzej Stelmachowski, Wiesław Chrzanowski i Jan Olszewski.

Nie mieliśmy wówczas świadomości, do czego to zmierza. Mieliśmy przekonanie, że kraj jest w sytuacji dramatycznej i że siłą inercji mogą zapaść decyzje, które mogą być tragiczne. Baliśmy się, że sytuacja jest beznadziejna i jest powinnością nas wszystkich, aby próbować nie dopuścić do najgorszego.

Propaganda oficjalna mówiła, że wszystko było dobrze, dopóki się nie pojawili eksperci. To był ton "Żołnierza Wolności", "Trybuny Ludu" i całej prasy oficjalnej. Tutaj trzeba powiedzieć, jako historyczny akt sprawiedliwości, ważny i niedoceniony, że 21 postulatów (łącznie z wolnymi związkami) opracowano, zanim myśmy przyjechali. To właśnie odróżniało strajki sierpniowe od wszystkich poprzednich, a zwłaszcza tych z grudnia 1970 r. Tu od początku żądano "chleba i wolności". Po raz pierwszy wobec systemu totalitarnego niezadowolenie z powodów materialnych zostało połączone z programem "trzeba zmienić". I w ramach tego "trzeba zmienić" pojawił się właśnie postulat wolności organizowania się robotników w związki zawodowe.

My wam ufamy

Nasza, ekspertów, reakcja na to była, że to postulat słuszny, ale czy "oni" się na to zgodzą? To był kluczowy postulat.

Był to również kluczowy moment dla mnie osobiście. Wałęsa poprosił mnie, żebym przedstawił stanowisko w sprawie wolnych związków zawodowych. W tej sprawie odbyło się zebranie prezydium MKS. Wałęsa postanowił, że to będzie na jednym z budowanych statków w stoczni (aby uniknąć podsłuchu). I tam przedstawiłem dwie koncepcje: stworzyć nowe związki zawodowe czy reformować stare? Co przemawia za pierwszym wariantem? Mamy do tego prawo, Polska podpisała międzynarodowe konwencje, na które robotnicy się powoływali. Co przemawia przeciw? Że to nie najlepiej się mieści w koncepcji dyktatury proletariatu, którą rządząca partia traktowała jako jeden z najważniejszych elementów swojego programu.

Co przemawiało za wlewaniem nowej treści w stare związki? Że to jest do akceptacji dla drugiej strony. Co przemawiało przeciw? Negatywne doświadczenia szczecińskie po 1970 r.

I kiedy przedstawiłem argumenty za i przeciw, odniesienia prawne w jednym i drugim przypadku - był taki moment ciszy. I wreszcie wstał jeden starszy robotnik i powiedział: - Pan nam powiedział, jakie są argumenty za i przeciw, ale my byśmy chcieli wiedzieć, jakie jest pańskie zdanie, dlatego że my wam ufamy i wasz głos ma dla nas znaczenie.

Lech Wałęsa i sztuka negocjacji

I wtedy właśnie w pełni zdałem sobie sprawę, że trzeba porzucić szatę intelektualnego analityka. Odpowiedziałem, że jedynym rozwiązaniem dającym przynajmniej szansę ograniczonego sukcesu są związki zawodowe nowe, tworzone od podstaw.

Wiedzieliśmy, że władze - było to widoczne w propagandzie - duże znaczenie (oczywiście negatywne!) przywiązują do określenia "wolne związki zawodowe", ponieważ to była nazwa brukselskiej centrali antykomunistycznych związków zawodowych, ostro przez cały obóz komunistyczny zwalczanej (komunistyczne związki zawodowe miały swoją centralę w Pradze). Proponowaliśmy więc słowo "niezależny", bo to przecież znaczy "wolny". A jak się nie zgodzą na "niezależny", to "samorządny", bo to nie ma tak ostrej konotacji. Jeżeli na to też się nie zgodzą, to po prostu Związek Zawodowy "Solidarność", ponieważ to słowo od przełomu strajku stało się powszechnie znane i używane. Podkreślam: to były trzy stanowiska negocjacyjne. I kiedy doszło do negocjacji, Lech Wałęsa powiedział: "Proponujemy, żeby powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy >Solidarność<"! Wszystkie trzy nasze stanowiska łącząc i - jak widać - on miał rację, bo to zostało zaakceptowane.

BRONISŁAW GEREMEK

NOT. JERZY SKOCZYLAS

NARODZINY SOLIDARNOŚCI dodatek do Gazety Wyborczej nr 202, wydanie z dnia 31/08/2005

GW

 

Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej zgody Wydawcy zabronione.


© Archiwum GW 1998,2002,2004