Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Aktualności » Czy Mistrzowi wolno umierać? Pożegnanie Jacka Woźniakowskiego

Czy Mistrzowi wolno umierać? Pożegnanie Jacka Woźniakowskiego

- Zdaje mi się, że rola, jaką Jacek Woźniakowski odegrał i odegra w ocenie sztuki polskiej i sztuki światowej w ogóle, nie będzie mogła być zapomniana, bo wkład jego spojrzenia czujnego i zawsze bezinteresownego jest bezcenny – napisał przed niemal ćwierćwieczem Józef Czapski. 

Nie ulega wątpliwości, że wpływ Jacka Woźniakowskiego na inne dziedziny polskiego życia intelektualnego – zwłaszcza teraz, gdy zabrakło już Jego mądrego i przenikliwego spojrzenia – winien być równie znaczący.

* * *

29 listopada 2012 r. zmarł Jacek Woźniakowski, wybitny historyk sztuki, wykładowca i profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, członek zespołu redakcyjnego „Tygodnika Powszechnego” (w latach 1948-1953 sekretarz redakcji), redaktor naczelny miesięcznika „Znak”, w latach 1990-1991 prezydent Krakowa, eseista, publicysta, edytor, wydawca, tłumacz. Miał 92 lata.

Wiadomość o śmierci Jacka Woźniakowskiego przyjęliśmy z nieskrywanym bólem – był On wszak jednym z Mistrzów tradycji polskiej myśli niezależnej i niepokornej. Był Człowiekiem ogromnej mądrości, harmonii oraz głębi. Szlachcic, ułan, demokrata, „nonszalancki i uparty, a ustępliwy i serdeczny” jak o Nim pisał Stefan Kisielewski. Uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., następnie żołnierz Armii Krajowej. W okresie powojennym współtworzył krakowskie środowisko intelektualne jako m.in. członek-założyciel Klubu Inteligencji Katolickiej, członek Papieskiej Rady Kultury. Zadebiutował na łamach katolickiego tygodnika społecznego „Dziś i Jutro” szkicem Refleksje po Antygonie – lista Jego publikacji liczy kilkaset pozycji, w tym kilkanaście książek autorskich. Wierny był dewizie ojca Liegè, którą przypomniał niegdyś w „Tygodniku Powszechnym”: „(…) świecki nie ma się troszczyć o to, by w imieniu Kościoła tworzyć instytucje doczesne. Niechajże sam – w myśl podwójnej swojej wierności – będzie obecny w instytucjach świata, by je ożywiać, krzepić w nich ludzką rzetelność, wyzwalać je z kłamstwa i bałwochwalstwa; by w nich kiełkowały ewangeliczne zalążki”. Odchodzą od nas Mistrzowie… Wiemy doskonale, że bardzo dziś brakuje refleksji, mądrości, odwagi i rozwagi Bronisława Geremka, Leszka Kołakowskiego, Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego, Czesława Miłosza, Józefa Tischnera, Jerzego Turowicza, Jacka Woźniakowskiego. Mistrzowie odchodzą, jednak nie pozostawiają nas bez wskazań. Ich obecność jest formą wdzięczności, ale również zobowiązania. Jak pisał Zbigniew Herbert:  

wzywam was Starzy Mistrzowie 
w ciężkich chwilach zwątpienia 

sprawcie niech spadnie ze mnie 
wężowa łuska pychy 

niech pozostanę głuchy 
na pokuszenie sławy

 

Jacek Głażewski