Aby rozpocząć wyszukiwanie, wpisz poszukiwane wyrażenie.

Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Aktualności » Wykład Profesora Friszke w Krakowie

Wykład Profesora Friszke w Krakowie

6 marca 2017 r. odbyło się pierwsze spotkanie z cyklu: "Inicjatorzy i realizatorzy polskiej transformacji" poświęcone profesorowi Bronisławowi Geremkowi. Wykład nt: "Polska w myśli politycznej Bronisława Geremka" wygłosił profesor Andrzej Friszke

W 1999 roku Bronisław Geremek podpisywał akces Polski do NATO. Poczuł łzy w oczach. Polska stawała się częścią wolnego świata. Potem znalazła się w Unii Europejskiej. Żeby nam było bezpieczniej. Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej Biografia prof. Bronisława Geremka, rozpatrywana w połączeniu z pytaniem o to, jaka ma być Polska, kieruje nas ku dwóm okresom jego życia, zasadniczo różnym. Granicą jest rok 1989. Po tym roku był jednym z przywódców państwa polskiego, najważniejszym obok ministra Skubiszewskiego kreatorem polskiej polityki zagranicznej. Przedtem - intelektualistą, działaczem społecznym, działaczem opozycji, który funkcjonował, zwłaszcza od 1968 r., jako postać opozycji, wyrzucona na margines i z tego marginesu powracająca jako czołowy działacz „Solidarności”: w 1981 r. stał na czele zespołu doradców „S” i sam był jednym z najważniejszych jej doradców; kierował też podczas jej zjazdu w 1981 r. komisją programową, która przygotowała słynny program samorządnej Rzeczypospolitej.

Historyk w wielkiej polityce

Bronisław Geremek (rocznik 1932) dorastał w niezwykle dramatycznych warunkach II wojny światowej, jako żydowskie dziecko skazane na śmierć, ukrywające się. Myślę, że to doświadczenie ma pewne znaczenie dla jego dalszej drogi, zarówno tej, która go doprowadziła do związków z lewicą, do członkostwa w PZPR-ze, jak i fascynacji, jeśli tak można powiedzieć, problemem ludzi wyrzuconych na margines, którymi zajmował się naukowo jako mediewista. Jego życie jako historyka to dzieje intelektualisty, który wychodząc od metod marksistowskich, do których został przekonany w czasie studiów, od 1956 r. korygował tę metodologię. Miał bliskie związki ze szkołą Annales, z badaczami wywodzących się z tradycji Fernanda Braudela, a zatem szkoły, która zajmowała się życiem codziennym i kategoriami długiego trwania: warunkami i sposobem życia. Przedmiotem swoich badań uczynił miejsce w społeczeństwie w dłuższych okresach ludzi wykluczonych, ludu Paryża. Badał życie tych, którzy znajdowali się na marginesie; to im poświęcił swoje najważniejsze książki, publikowane w latach 60. i 70. zeszłego wieku. W tamtym czasie nie był w zasadzie człowiekiem aktywnym politycznie. Pierwszy ważny przejaw takiej jego aktywności to sprzeciw wobec agresji Związku Radzieckiego i innych krajów komunistycznych na Czechosłowację w 1968 r., kiedy oddał legitymację PZPR-u. Drugi to rok 1976 i kampania konstytucyjna. Uczestniczył w niej jako współautor jednego z listów protestacyjnych - sprzeciwu wobec przyjętej wówczas zasady kierowniczej roli partii. Trzeci moment to Towarzystwo Kursów Naukowych. W 1979 r., kiedy wrócił ze stypendium w Stanach Zjednoczonych, aktywnie włączył się w TKN, czyli organizację niezależną, nieoficjalną, organizującą badania i wykłady naukowe, ale też będącą formą skupienia opozycyjnych intelektualistów. I kolejny moment bardzo ważny - i to już będzie wejście do wielkiej polityki - to sierpień 1980 r., kiedy to właśnie ludzie z kręgu TKN-u przygotowali list solidarności ze strajkującymi robotnikami, a następnie dwóch członków TKN-u, Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, zawiozło ów list do strajkujących w Stoczni Gdańskiej i zostało ich kluczowymi doradcami oraz uczestnikami negocjacji z komisją rządową nad kształtem porozumień i przyszłego związku zawodowego. Bronisław Geremek odegrał w nim zasadniczą rolę polityczną. Trzeba powiedzieć jasno: „Solidarność” w 1980 i w 1981 r. miała dwóch najważniejszych doradców politycznych: Mazowieckiego i Geremka. We wszystkich najważniejszych momentach - takich jak kryzys rejestracyjny Związku, kolejne kryzysy polityczne, kolejne rozmowy z rządem - te dwie osoby były absolutnie kluczowe, i jako doradcy Lecha Wałęsy, i jako ci, którzy współokreślali tematy negocjacji z władzą, i jako ci, którzy je prowadzili. Dzisiaj o latach 1980-81 mówi się, że był to czas karnawału - tak to po latach może wyglądać. Ale wtedy panowało ogromne napięcie. Chodziło przecież o to, czy „Solidarność”, niezależny związek zawodowy, przetrwa, czy nie dojdzie do radzieckiej inwazji na Polskę, do rozlewu krwi, do wojny domowej. Cała polityka doradców krąży wokół tych tematów i wątpliwości. Ich praca, zwłaszcza Geremka i Mazowieckiego, koncentrowała się na próbie zagwarantowania takiego stanu, kiedy „Solidarność” trwa i może zmieniać Polskę, partia nią rządząca się z tym godzi, a Związek Radziecki uznaje, że lepsze jest to, co jest, niż interwencja w naszym kraju. Doradcy starali się oddziaływać na kierownictwo Związku, na jego robotniczych przywódców, a zwłaszcza na Wałęsę, i wpływać na stanowisko „S” w czasie kolejnych kryzysów. Starali się też „gruntować” „Solidarność” na arenie międzynarodowej, nawiązywać kontakty za granicą, żeby polska specyfika stała się akceptowalna dla partnerów czy też przeciwników „S” w Komitecie Centralnym partii, a także w Moskwie - również dlatego, że akceptuje ją świat zewnętrzny, zachodni. W tym czasie Geremek stał się postacią szeroko znaną w owym świecie. Można by powiedzieć, że były to pierwsze kroki - co stało się tak ważne po 1989 r. - prowadzące Polskę do struktur świata zachodniego. Rok 1981 jest tutaj kluczowy, łącznie z nawiązaniem w listopadzie 1981 r. kontaktów z kierownictwem ówczesnego EWG i próbą wynegocjowania, by nadwyżki żywnościowe wspólnoty zachodniej mogły być sprowadzone do Polski, gdzie półki sklepowe były puste, by zmniejszyć napięcie związane z brakiem żywności, wtedy ogromne. 13 grudnia 1981 r. Geremek został internowany, najpierw w więzieniu w Iławie, potem w Białołęce, skąd został przewieziony do Darłówka. Siedział w tym ośrodku do grudnia 1982 r. Mało znany jest pewien szczegół z jesieni 1982 r.: w Biurze Politycznym, w Prokuraturze Generalnej, w MSW, w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej układano listę osób, które mają zostać postawione przed sądem za próbę obalenia ustroju PRL-u. W tamtym czasie aresztowano 11 przywódców „Solidarności”, m.in. Jacka Kuronia, Adama Michnika, Jana Rulewskiego, Andrzeja Gwiazdę, Karola Modzelewskiego. Władza szykowała się do wytoczenia im procesu o próbę obalenia ustroju (zgodnie z odpowiednim paragrafem kk od pięciu lat pozbawienia wolności do kary śmierci włącznie). Bronisław Geremek był jedną z kilku osób, na które wyjątkowo energicznie szukano materiałów, żeby dołączyć go do tej jedenastki. Władza traktowała go jako jednego z najbardziej zdecydowanych „spiskowców” o ogromnych kontaktach międzynarodowych. Zachowały się materiały z jednej strony nalegające, żeby znaleźć na Geremka te dowody, z drugiej bezradność, niemożność ich znalezienia. Mówiąc półżartem, opinia o Geremku po tamtej stronie była taka, że jest przebiegły, umie się dobrze konspirować, na pewno spiskował z zachodnimi rządami czy ambasadami, ale nie ma jak tego wykazać. Nie ma też żadnych śladów agenturalnych, bo ludzi podejrzanych nie dopuszczał do siebie, ani śladów na piśmie, bo się bardzo pilnował, nie mówił, czego nie trzeba, i nie mogli go złapać za rękę. Nienawiść do Geremka, którą w tych aktach możemy znaleźć, była ogromna. Dlatego kiedy w grudniu 1982 r. wyszedł z obozu internowania, szybko trafił z powrotem do więzienia, już wiosną 1983. Siedział za udzielenie wywiadu dla włoskiego „Il Tempo”, w którym powiedział, że „Solidarność” istnieje i będzie istnieć, oraz że problemów Polski nie da się rozwiązać inaczej niż poprzez dialog, poprzez uznanie podmiotowości obywateli i związku zawodowego. Władze zakwalifikowały to jako wrogie działanie. Wytoczyły śledztwo, „poszedł siedzieć”. Wyszedł z więzienia w wyniku amnestii w lipcu 1983 r. W latach 80. pojawił się w pewnym momencie wobec niego zarzut szpiegostwa, także zarzuty o działania antyradzieckie. Bezpośrednim powodem był wykład, który w 1985 r. wygłosił na Uniwersytecie Gdańskim, zaproszony przez tamtejszych studentów. Skutkiem tego było pismo ambasady radzieckiej w Warszawie do władz naczelnych państwa o tolerowanie antyradzieckich występów Geremka. W rezultacie został wyrzucony z Polskiej Akademii Nauk. Zarabiał jako bibliotekarz w jednej z instytucji kościelnych.

W towarzystwie mądrych biskupów

Skoro mowa o Kościele katolickim - Geremek nie był człowiekiem religijnym, wierzącym, ale miał ogromny szacunek - jaki każdy historyk musi mieć, jeśli jest prawdziwym historykiem - dla Kościoła jako ważnej instytucji, która przez setki lat była oparciem dla ważnych nurtów ludzkiej myśli, również humanistycznej, dla kultury. Ale był również realistą politycznym. Dla niektórych może być zaskoczeniem, że jeszcze przed sierpniem 1980 r. przyjął go w Rzymie Jan Paweł II na osobistą rozmowę. Nie wiemy dokładnie, co sobie powiedzieli. Nie był bowiem aż tak wylewny, nie zapisał tego, nie zrelacjonował. Później, w latach 1980-81, kontakty z kręgiem kościelnym były bardzo ważne w ramach strategii, którą Geremek rozwijał - takiego osadzenia doświadczenia polskiej „Solidarności”, by nie zostało rozbite przez interwencję, rozlew krwi. Ważny był Kościół jako mediator, który może hamować i władzę, i idący od dołu radykalizm społeczny. Geremek to bardzo doceniał i szybko przez osoby stojące wysoko w hierarchii kościelnej zaczął być traktowany jako jeden z najważniejszych partnerów. To się oczywiście przedłużyło na czas stanu wojennego i można powiedzieć, że od 1984 r. to są już negocjacje. Weźmy kwestię uwolnienia jedenastki. W 1982 r. władze były pełne agresji, chciały tych ludzi skazać, mówiono, że na dziesięć lat więzienia. Ale potem zaczęła znikać ta determinacja i od września 1983 r. rządzący zaczęli się zastanawiać, jak ten problem rozwiązać, żeby wyjść z twarzą i żeby procesu nie było, bo z tego mieliby więcej kłopotów niż pożytku. I tu otwierało się pole do negocjacji, przede wszystkim z Kościołem. Od zimy 1983/84 Geremek był ich uczestnikiem, jako ktoś, kto jest przez Kościół upełnomocniony. Nie bez wahań ze strony władzy, która początkowo mówiła, że nie chce z kimś takim rozmawiać, ale wiosną 1984 r. dopuściła go do udziału w rozmowach grupy byłych doradców „Solidarności” z więzioną jedenastką. Cała rzecz skończyła się amnestią ogłoszoną w lipcu 1984 r. To jest ważne ze względu na genezę Okrągłego Stołu. Od 1984 r. dość regularnie na Miodowej, w sekretariacie Episkopatu Polski, spotykało się z ks. Alojzym Orszulikiem czy z abp. Bronisławem Dąbrowskim kilku doradców „Solidarności”, zastanawiając się, co dalej z Polską. Po drodze było mnóstwo różnych spraw, o których dzisiaj już nie pamiętamy, a dotyczyły one więźniów, kolejnej amnestii, relacji między władzami a Episkopatem, stosunku do sankcji nałożonych na PRL, związków zawodowych, później również problemu pluralizmu związkowego. I tak aż do 1988 r. W tych rozmowach uczestniczyli stale przede wszystkim Geremek, Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski. Czasem przyjeżdżał Wałęsa. Było to coś, co dla genezy roku 1989 ma kluczowe znaczenie: porozumienie pomiędzy politycznym kierownictwem „Solidarności” a kierownictwem politycznym Episkopatu. Gdyby tego elementu zabrakło, być może historia potoczyłaby się inaczej. Ale gdy w 1988 r. przyjdzie w partii czas na myślenie, że trzeba szukać kompromisu, który by wzmocnił władzę i stabilizację społeczną, Kazimierz Barcikowski, wówczas sekretarz KC, zaproponował negocjacje z Episkopatem na temat zmian w Polsce. Ks. Orszulik odpowiedział, że bardzo chętnie, ale tu są tacy znakomici ludzie, Geremek, Mazowiecki, Wałęsa, Andrzej Stelmachowski, Aleksander Hall: negocjujcie z nimi, przecież to są przywódcy „Solidarności”, nie można bez nich. Jeśli mówimy o genezie 1989 r., Bronisław Geremek jest postacią kluczową, także jako autor opublikowanego oficjalnie tekstu - wywiadu dla pisma „Konfrontacje” opublikowanego na początku 1988 r. Do tej pory samo nazwisko Geremek było niecenzuralne, nigdzie nie można było oficjalnie opublikować żadnego jego tekstu, co najwyżej jakiś artykuł o średniowieczu mógł przejść w prasie katolickiej. Ale publikacja, której tematem są sprawy polityczne? To było niemożliwe. Tekstów z tamtego czasu dotyczących spraw polskich należy szukać w wydawnictwach nielegalnych, podziemnych albo w postaci wywiadów ogłaszanych w prasie zachodniej. W tym czasie również poza Polską Geremek stał się postacią powszechnie identyfikowaną jako ktoś obok Wałęsy i Mazowieckiego najważniejszy dla polskiej opozycji, dla „Solidarności”.

Byle nie rewolucja

Bronisław Geremek nie był rewolucjonistą. Dlaczego? Dzisiaj nie jest to takie oczywiste, ale Geremek nie uważał za właściwe gwałtownego przewracania istniejącego porządku politycznego i społecznego. Był historykiem i zarazem człowiekiem wywodzącym się z formacji lewicowej, z którą nieodłącznie związane było myślenie o rewolucji, o mechanizmach rewolucji i wielkiego konfliktu społecznego. Wiedza o tym prowadziła go do wniosku, że to jest zawsze niebezpieczne; bardzo trudno jest po rewolucji, po gwałtownej zmianie, która pociąga za sobą ofiary, doprowadzić do stworzenia demokratycznego społeczeństwa, a to niewątpliwie było jego celem. Jego myślenie o państwie wywodziło się z lewicowej tradycji Edwarda Abramowskiego, Stefana Żeromskiego, Stanisława Ossowskiego: potrzebna jest samoorganizacja. Społeczeństwo powinno łączyć się w stowarzyszenia, w związki, niezbędna jest aktywność obywateli i ich współdziałanie. Państwo nie powinno być opresyjne, ale tworzyć ramy dla tej samorządnej aktywności. PRL jest zły jako ustrój, bo jest państwem totalnym, które panuje nad ludźmi, próbuje zawłaszczyć ich tożsamość, autonomię. Alternatywą nie może być po prostu obalenie tego państwa, ale jego zmiana w stronę demokracji. Jednak ta najistotniejsza zmiana musi się odbywać od poziomu ludzi, obywateli, którzy powinni stać się jej podmiotem. Ich współdziałanie społeczne i codzienna aktywność budują wielką przestrzeń wyzwalania energii i talentów, a zarazem tworzą kontrolę nad tym państwem, żeby nie szło za daleko, nie wkraczało za głęboko. „Solidarność” była takim projektem samorządowej autonomii społeczeństwa wobec państwa. I nie była to tylko kwestia taktyki, ale też porządku, do którego należy zmierzać, wyprowadzonego, powtórzę, z wartości lewicy, ale zmierzającego do formy, która dla różnych kierunków myślenia społecznego jest uniwersalna. Opiera się ona na aktywności zorganizowanych grup obywateli, którzy wypełniają tę wielką przestrzeń pomiędzy życiem codziennym a pojęciem narodu i państwa. Wiele stowarzyszeń, a także, oczywiście, związek „Solidarność”, wiele różnych form aktywności - to miał być punkt dojścia. I ten punkt dojścia został zaprezentowany we wspomnianym wywiadzie w „Konfrontacjach”. Geremek zaproponował tam pakt antykryzysowy. A był to czas, kiedy gospodarka polska po raz drugi dołowała. Kryzys gospodarczy w Polsce trwał od ok. dziesięciu lat. Pierwsza jego faza to rok 1979 i potem lata 1980-81: puste sklepy, braki żywności, spadek produkcji. Stan wojenny jest próbą przywrócenia pewnej równowagi również w gospodarce. Ale od połowy lat 80. zaczyna się kolejny dół, kolejna katastrofa, która powoduje, że nagle władze stają się bardziej chętne do porozumienia ze społeczeństwem, przeciw temu kryzysowi. Geremek odpowiadał postulatem paktu antykryzysowego, czyli „instytucjonalizacji pluralizmu”, uznania prawa społeczeństwa do samoorganizacji; ten pakt ma być powiązany z przestrzeganiem praw obywatelskich; społeczeństwo zaś winno respektować porządek prawny, także szczególną pozycję PZPR-u. I to jest być może już bezpośrednia geneza tego, co wydarzy się w 1989 r. Z czego wziął się tak bardzo dziś postponowany Okrągły Stół? I to zarówno w sensie „praktyczno-sytuacyjnym”, jak i programowym? Najpierw z tego, że i władza, i społeczeństwo były słabe. Władza nie była izolowana, a społeczeństwo zorganizowane i silne. Badania socjologów związanych z „Solidarnością” jasno pokazywały, że społeczeństwo polskie jest głęboko podzielone: mniej więcej 25 proc. popiera władzę, ok. 25 proc. opozycję, a reszta się waha. Czasem się to przesuwało, ale generalnie sytuacja była stabilna przez całe lata 80. Zatem zwycięstwo jednej strony nad drugą byłoby jedynie przesunięciem frontu konfliktu wewnętrznego w którąś ze stron. Trzeba było szukać takich rozwiązań, które by zakończyły ostry konflikt polityczny w Polsce. Zarazem ów konflikt trwał w kraju pogrążonym w ciężkim kryzysie ekonomicznym. Dwie liczby: jednej wszyscy byli świadomi, a drugiej niekoniecznie. Pierwsza to zadłużenie państwa sięgające wtedy prawie 40 mld dolarów - to równowartość trzech lat ówczesnego polskiego eksportu. Drugi wskaźnik to dekapitalizacja majątku trwałego: ok. 50 proc. maszyn, urządzeń, budynków polskiego przemysłu nadawało się do wymiany. To pokazuje skalę ruiny państwa i konieczności przejścia do jakiejś nowej sytuacji. Konieczna była pomoc świata zachodniego, żeby ratować polską gospodarkę przed kompletnym bankructwem. Dla władz było widoczne coraz bardziej, że jest potrzebny udział opozycji, by uwiarygodnić to państwo i uzyskać wsparcie z Zachodu. I w tej sytuacji pojawia się propozycja rozmów przy Okrągłym Stole. Inna rzecz bardzo ważna to wzrost dynamiki społecznej: w 1988 r. wybuchły strajki na Wybrzeżu, później strajki na Śląsku. To nie były duże strajki, ale zapowiadały falę poruszenia społecznego. Przestraszyło to władze i na pewno skłoniło je do rozmów z opozycją, bo wydawało się jej to lepsze niż negocjacje prowadzone ewentualnie w warunkach strajku potężnego, w całej Polsce.

Opozycja bierze władzę

Przy Okrągłym Stole Geremek był postacią niezwykle ważną: znowu jako lider doradców Wałęsy i „Solidarności” obok Mazowieckiego. Obaj w tym czasie blisko ze sobą współpracowali. Geremek współkierował (razem z Januszem Reykowskim) zespołem ds. reform politycznych. To tam zostało wynegocjowanych mnóstwo kwestii, które później złożą się na ustrój polityczny państwa. Oczywiście chodziło przede wszystkim o wybory kontraktowe. Władze chciały, by przywódcy obu stron - „Solidarności” i PZPR-u - znaleźli się na jednej liście kandydatów ogólnokrajowych: obywatele by szli do wyborów i głosowali bez skreśleń. Strategia Geremka i obozu „Solidarności” polegała na tym, że tak być nie może, że to muszą być całkowicie odrębne listy i dotyczy to zarówno tej jednej trzeciej liczby mandatów poselskich przyznanej do wolnych wyborów, jak i równolegle budowanej listy krajowej. To zostało ostatecznie przesądzone i jak wiemy, wybory 4 (i 18) czerwca 1989 r., w których kandydaci „S” obsadzili wszystkie możliwe wolne mandaty w Sejmie, są przejściem do budowania państwa demokratycznego. Było to możliwe dzięki porażce władz, klęsce partyjnej listy krajowej i utraceniu przez PZPR pewności siebie i przejęciu inicjatywy przez opozycję. Po wyborach Geremek został przewodniczącym Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, utworzonego przez posłów i senatorów wybranych z list „Solidarności”, a więc był osobą kluczową w obozie „S”, w całej tej układance politycznej. Był jednym z kandydatów na premiera. Ostatecznie prezydent Jaruzelski powierzył misję tworzenia rządu Mazowieckiemu, bo jego też wskazał Wałęsa. Była to w pewnym sensie porażka Geremka. Ale nie był człowiekiem, który by przekuł taką porażkę w konflikt, jak to często potem w polityce widzieliśmy. Jakby pogodził się z tą rolą, jako szef OKP koordynował działania obozu „Solidarności” w 1989 r. i w 1990, w czasie słynnej wojny na górze, która rozbije jednolity obóz „S”. Jak Geremek wyobrażał sobie Polskę w roku 1989? Jako państwo stabilne, w którym reformy polityczne będą postępowały stopniowo, bez wykluczania jakiejkolwiek grupy obywateli; w domyśle chodziło o ludzi poprzedniego reżimu. Państwo, które jest pewnym przykładem dla innych: sposób rozwiązywania polskich spraw, łagodny i pokojowy, był swego rodzaju zachętą do transformacji innych krajów byłego bloku, jak ówczesna Czechosłowacja, Węgry, Bułgaria i kraje na Wschodzie. Bo, jak wiemy, jesienią 1989 r. rozsypuje się cały blok wschodni, co w moim głębokim przekonaniu nie miałoby miejsca, gdyby nie odbywało się według tego właśnie modelu, że po wielkiej przemianie dla wszystkich jest miejsce w państwie, bez wieszania kogokolwiek na latarniach. A zatem państwo stabilne, takie, które potrafi rozmawiać z sąsiadami, państwo, które powinno iść ku Zachodowi i Europie, zmierzać do wyjścia z jej jałtańskiego podziału poprzez budowanie pomostów otwierających drogę do integracji europejskiej, tak samo jak przełamujemy podział wewnętrzny w Polsce. Państwo budujące ustrój polityczny na fundamencie państwa prawa, demokracji, praw obywatelskich i zaangażowania obywateli. Temu właśnie służyły ówczesne Komitety Obywatelskie, również na najniższym szczeblu. W 1990 r. Wałęsa ruszył do wyborów i został prezydentem, OKP się rozpadł, powstała Unia Demokratyczna, której frakcji parlamentarnej Geremek był liderem. Ale nie sprawował władzy. Od tej pory jego zaangażowanie kieruje się przede wszystkim ku sprawom międzynarodowym. Ku budowaniu drogi Polski do Unii i do NATO, ku integracji europejskiej. To jest przez całe lata 90. jego główny obszar aktywności.

 

fot. Maciej Banach

W bezpiecznym świecie

Jak według Geremka miał wyglądać świat po upadku komunizmu? Powtórzę: na pewno nie tak, że my tu, w Polsce, koncentrujemy się na rozliczeniach. Należał do przeciwników zarówno tzw. dekomunizacji, jak i tzw. lustracji. Tzw. dekomunizację można rozumieć na dwa sposoby. Można dekomunizować system, czyli stosunki społeczne, relacje między organami władzy, sposoby ich funkcjonowania. W tym sensie Geremek oczywiście dekomunizował, budował system demokracji parlamentarnej, wolnych wyborów, praw człowieka, państwa praworządnego, wolności obywatelskich, wolności stowarzyszeń. To jest wszystko dekomunizacja. Drugi rodzaj dekomunizacji, który stał się sztandarem polskiej prawicy, to dekomunizacja ludzi: wskazywanie konkretnych osób, które powinny zostać zdekomunizowane, pozbawione pewnych praw, odsunięte. Tej dekomunizacji Geremek się sprzeciwiał, uważając, że w wolnej Polsce wszyscy powinni mieć równe prawa. Co nie znaczy, że w przypadkach konkretnego bezprawia konkretnych ludzi nie należy osądzić. Ale nie były to rzeczy, na których koncentrował uwagę. Koncentrował ją na dekomunizacji systemowej: Polska odzyskuje pełną suwerenność i możliwość integracji ze strukturami zachodnimi. Relacje Polski z owymi strukturami wiążą się z kwestią naszej drogi do Unii. Polska miała wiele powodów, dla których w tę stronę podążała. Był to choćby element odzyskiwania przez kraj suwerenności, wychodzenia z zależności od ZSRR - chodziło o budowanie związków ze światem zachodnim. Dotyczy to i gospodarki, i sfery militarnej, i przepływu ludzi; wiąże się to z kwestiami bezpieczeństwa, i to na poziomie bezpośrednich stosunków z sąsiadami, z Niemcami zwłaszcza. To wielki atut, że Polska mogła ułożyć sobie dobre stosunki z Niemcami. A przede wszystkim, że najpierw mogła je całkowicie znormalizować. Jednak to, że tak się stało, było ściśle związane z tym, że Niemcy są częścią Unii Europejskiej, a Polska do niej aspirowała. To są gwarancje bezpieczeństwa państwa i tego, że nie zostaniemy wyizolowani z układu międzynarodowego. W każdym Polaku powinna budzić przerażenie perspektywa, że możemy zostać sami pomiędzy potężnymi blokami. Rozumiał to zagrożenie każdy, nie tylko historyk, ale wszyscy ludzie z tamtego pokolenia pamiętający II wojnę. A zatem Polska powinna dążyć do tego, aby być członkiem międzynarodowych porozumień, oczywiście nie sowieckich czy postsowieckich, tylko zachodnich. Powinna być częścią świata demokracji i praworządności, świata, który nie jest imperialistyczny i może nam zapewnić gwarancje bezpieczeństwa, rozwój, stabilizację itd. Bronisław Geremek działał na rzecz takiego celu w samej Polsce i na scenie międzynarodowej. To wszystko było bardzo skomplikowane, bo dla świata zachodniego nie było wcale takie oczywiste, że trzeba się poszerzyć na wschód. Moskwa nie była z tego zadowolona. Nawet w czasach Jelcyna powodowało to napięcia w stosunkach Zachód - Moskwa. Zarówno zmiana układu sił, jak i poczucie przynależności naszej strefy do „właściwej” Europy jest w wielu krajach zachodnich problematyczne. Powiedzmy sobie szczerze: nie wszyscy uważają, że Polska czy Węgry, a tym bardziej Rumunia, to część zachodniej Europy. Geremek znał te uprzedzenia. Potrafił znajdować argumenty, umiejętnie przekonywać ludzi Zachodu do swoich racji, budować płaszczyzny uznania dla Polski. Zresztą pokojowe przejście od dyktatury do demokracji budziło niezwykły szacunek dla naszego kraju i przekonanie, że jest on ostoją właściwego kierunku ewolucji dla państw, które wychodzą z dyktatury. W 1999 r. jako minister spraw zagranicznych Geremek podpisywał akces Polski do NATO. Jak wspominał, to był drugi raz w jego życiu, kiedy uronił łzę. Dopełniały się jego cele życiowe. Polska uzyskiwała bezpieczeństwo, wchodziła do wielkich struktur międzynarodowych wolnego świata.

Co się nie udało

Kiedy się zastanawiam nad biografią Bronisława Geremka i nad tym, co pisał, widzę jednak pewną porażkę w sposobach jego działania, ale i w jego celach. A jest to porażka nas wszystkich po 1989 r. Powtórzę: w jego wyobrażeniu ustroju państwa ogromną rolę odgrywało to, żeby to państwo wypełnić silną w wielu sferach życia społecznego aktywnością obywateli. Chodziło o stowarzyszenia, związki, współdziałanie ludzi w różnych sprawach. Zainteresowanie sferą publiczną, aktywność w tej materii powinna uzupełniać pewne funkcje państwa. Taka wizja była obecna w „Solidarności”, i na początku, i po 1989 r. I to się nie udało. Społeczeństwo obywatelskie okazało się słabe. Obserwowaliśmy wycofywanie się ludzi z aktywności publicznej, słabość organizacji. Można spytać, dlaczego tak się stało, czy powszechna aktywność społeczna to utopia? Czy jej brak to wynik pewnego typu transformacji systemu gospodarczego? Zamiast obywatelami jesteśmy coraz częściej jedynie konsumentami. W tę stronę przesuwa nas również formuła współczesnej kultury, kultury masowej, sposób spędzania czasu. Są to zmiany cywilizacyjne, niezależne od woli jakichkolwiek przywódców. Dzieje się tak również ze względu na zmianę charakteru gospodarki. Czy można było w 1989 r. tworzyć inną gospodarkę? Pytanie to stawiamy sobie do dziś w obozie dawnej „Solidarności”: czy Polska powinna była przyjąć w gospodarce model liberalny? A może trzeba było szukać trzeciej drogi? Niektórzy uważali, że tak. Bronisław Geremek opowiedział się wyraźnie za planem Balcerowicza, za pójściem w stronę gospodarki liberalnej, chociaż w człowieku o lewicowych przekonaniach nie mogło to budzić zachwytu, z jego strony było to ustępstwo. Brało się ono m.in. z przekonania, że najważniejszy jest marsz Polski na Zachód: ze względów bezpieczeństwa, ze względu na budowanie stabilnych struktur. Jednak to oczywiście miało swoje konsekwencje. Z jednej strony umożliwiło wielką modernizację, która jest dużym sukcesem, ale z drugiej, powtórzę, wytworzyło społeczeństwo konsumpcyjne. Ponieważ takie społeczeństwo nie wszystkich zadowala i porywa, powstała nisza, w którą weszła koncepcja nacjonalistyczna. Koncepcja innego zorganizowania społeczeństwa, kontestacja państwa liberalnego w imię budowania przestrzeni integracji opartej nie na obywatelskiej aktywności, ale na narodowej emocji. Jest to niewątpliwie porażka. Oczywiście dla wyznawców koncepcji nacjonalistycznej - obecnych u nas od dłuższego czasu, to nie jest jedynie kwestia ostatnich wyborów - Geremek był postacią symbolicznie negatywną, bo reprezentował Polskę liberalną, Polskę otwartą. Nie szczędzili mu ataków, także w 2008 r. w czasie jego pogrzebu. Uczestniczyłem w nim i pamiętam, co działo się przed warszawską katedrą, kiedy z niej wychodziliśmy po uroczystości żałobnej: obelżywe hasła, transparenty, a do tego hejt w internecie. Bronisław Geremek był jedną z najwybitniejszych postaci politycznych drugiej połowy XX wieku. Czas, kiedy odgrywał ogromną rolę, to ok. 20 lat, od 1980 r. do końca stulecia. Oczywiście potem także, aż do śmierci, był ważną postacią. Ale okres do 1999 r., do podpisania akcesu do NATO, ma tutaj znaczenie pierwszorzędne. Powiedzmy jeszcze raz o wspomnianej wyżej tradycji lewicowej. Bardzo ważnej polskiej tradycji, o której dzisiaj się niechętnie mówi, zwłaszcza ludzie młodzi mają tu skojarzenia z komunizmem. Tymczasem jest to tradycja sięgająca końca XIX wieku. Wymieniłem wcześniej Abramowskiego czy Żeromskiego. To są wielcy ideolodzy, wielkie moralne postaci polskiego myślenia lewicowego i obywatelskiego zarazem. Z tej tradycji wyrastał Bronisław Geremek. Ale też w biegu dziejów, jeśli tak można powiedzieć, w reakcji na realia roku 1989, odszedł od lewicowości w stronę liberalizmu. To była wtedy konieczność. Nieraz tak było, że wzgląd na sytuację międzynarodową był ważniejszy od względów ideowych, od tego, co nam w duszy gra. Za to Geremek oczywiście zapłacił. Jest dla wielu postacią kontrowersyjną. Ale też bez żadnej wątpliwości jednym z ważnych twórców niepodległego, demokratycznego i praworządnego państwa polskiego, jakim stała się III Rzeczpospolita.

*prof. Andrzej Friszke - ur. w 1956 r., historyk, od 1982 r. redaktor miesięcznika „Więź”. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN, członek korespondent PAN.

Autor m.in. prac: „Opozycja polityczna w PRL 1945-1980”, „Życie polityczne emigracji”, „Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989”, „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi” (Nagroda im. Moczarskiego w 2011 r.), „Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności”, „Rewolucja Solidarności 1980-1981”, „Między wojną a więzieniem 1945-1953. Młoda inteligencja katolicka”, „Związek Harcerstwa Polskiego 1956-1963. Społeczna organizacja wychowawcza w systemie politycznym PRL”.