Aby rozpocząć wyszukiwanie, wpisz poszukiwane wyrażenie.

Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Aktualności » Pomoc, która może szkodzić

Pomoc, która może szkodzić

Przemysł humanitarny” od dziesiątków lat wie, co trzeba zrobić, żeby było lepiej. Przy każdym projekcie powstają tony opracowań i ocen, które ostatecznie stają się bezużyteczne, ponieważ organizacje humanitarne wybierają interes własny i darczyńców a nie interes ofiar. Powinniśmy zmusić te instytucje do lepszego działania, musimy je kontrolować. To jest nasze zadanie – powiedziała Linda Polman podczas Debaty Lemkinowskiej.

Zapis wideo w bibliotece multimedialnej.

29 maja 2012 r., w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się debata „Komu potrzebna jest pomoc humanitarna?”, zorganizowana przez Fundację Centrum im. Profesora Bronisława Geremka oraz Polską Akcję Humanitarną. Spotkanie stanowiło kolejną odsłonę cyklu debat, upamiętniających postać oraz dokonania Rafała Lemkina – polskiego prawnika i karnisty, twórcy pojęcia „ludobójstwo” i współautora projektu Konwencji w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, która została podpisana 9 grudnia 1948 r.

W dyskusji udział wzięli:

Linda Polman – holenderska dziennikarka, reportażystka, autorka książki Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej.

Patrick de Saint-Exupéry – francuski dziennikarz, były korespondent „Le Figaro” w m.in. Liberii i Rwandzie.

Grzegorz Gruca – członek Zarządu Polskiej Akcji Humanitarnej, brał udział w zakładaniu misji zagranicznych PAH w Iraku, Afganistanie i na Sri Lance.

Spotkanie prowadził Konstanty Gebert – dziennikarz, komentator, publicysta, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.

Dyskusja zasadniczo koncentrowała się wokół problematyki, na którą zwróciła uwagę  Linda Polman w książce Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej. Praca ta zyskała rozgłos w międzynarodowej opinii publicznej, zaś podstawowa teza wywodu okazała się trwałym elementem opisu patologii pomocy humanitarnej, która przekształciła się w przemysł (aid industry), obracający miliardami dolarów w walce o jak największy udział w rynku. Karawana kryzysu to trafna, a zarazem szokująca, analiza międzynarodowej pomocy humanitarnej od Półwyspu Bałkańskiego po Darfur, od Somalii po Afganistan.

Linda Polman pisała, że „Podstawą humanitaryzmu jest obowiązek bezwarunkowego ulżenia ludziom w cierpieniach. Organizacje humanitarne, które podpisują się pod płynącymi z humanitaryzmu zasadami Czerwonego Krzyża, przyrzekają zachować neutralność (odżegnanie się od współpracy z jedną ze stron), bezstronność (udzielanie pomocy wszędzie tam, gdzie jest potrzebna) oraz niezależność (od interesów geopolitycznych, militarnych albo innego rodzaju)”. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej niejednoznaczna niż zasady, którymi oficjalnie kierują się międzynarodowe organizacje – pomocy udziela się nawet wówczas, gdy pieniądze i towary zasilają kasy wojenne walczących stron. W rzeczywistości trudno więc mówić o neutralności czy bezstronności. Pojawia się zatem pytanie o sensowność akcji humanitarnych, zwłaszcza w przypadku, gdy pomoc ginie w sidłach korupcji albo przedłuża wyniszczające walki. Jak więc pomagać światu w sposób rozsądny? Jeśli nie uda się osiągnąć tu konsensusu, to może lepiej w niektórych przypadkach zrezygnować z działań humanitarnych?

Autorka Karawany kryzysu stwierdziła, że świat najprawdopodobniej nie przestanie udzielać pomocy. Problem polega raczej nad sposobami dyskusji o koniecznych zmianach w praktyce humanitarnej. Ludzie pochodzą emocjonalnie do owej kwestii, tymczasem pomoc należy kwantyfikować i racjonalizować – zasługują na to przede wszystkim cywilne ofiary wszelkich konfliktów i kryzysów.

Jednym z najbardziej drastycznych przykładów całkowitej klęski pomocy humanitarnej była sytuacja w Rwandzie, w latach 90. XX w. Pomimo danych jakie udało się zebrać przed wybuchem konfliktu i pomimo aktualnych relacji w mediach, gdy ludobójstwo już się rozpoczęło, państwa zachodnie w żaden sposób nie interweniowały. Dziennikarze szybko opuścili kraj, nie było zbyt wielu świadków masowych mordów. Na pomoc ofiarom zebrano miliony dolarów, ale z pieniędzy tych skorzystali również kaci – szacuje się, że ok. 50% środków znalazło się w kieszeniach ekstremistów, którzy do tych wydarzeń doprowadzili. Po zaprzestaniu kaźni, blisko dwa miliony Hutu, obawiając się odwetu, uciekło przez granice do Burundi, Tanzanii, Ugandy i Zairu. Milicja Hutu dzięki – przekazywanym bez żadnego racjonalnego zarządzania – międzynarodowym pieniądzom mogła kontynuować realizowanie polityki nienawiści.

Patrick de Saint-Exupéry – próbując odpowiedzieć na pytanie o typowość przykładu rwandyjskiej klęski międzynarodowych organizacji – zgodził się z argumentacją Lindy Polman. Szlachetna mobilizacja, wywołana odruchem współczucia wobec ofiar, które w dramatycznych relacjach ukazywane były przez światowe media, prowadziła do sytuacji skandalicznych – do dalszej eksterminacji w obozach dla uchodźców. Pamiętać przy tym trzeba, że dylematy natury etycznej towarzyszyły kampaniom humanitarnym niemal od chwili ich zaistnienia. Myśl o tego typu zaangażowaniu narodziła się we Francji, wraz z początkiem działań organizacji Médecins Sans Frontières – lekarze, którzy w latach 70. ubiegłego wieku zdecydowali się udzielać pomocy medycznej ludziom w strefach walk byli przerzucani do Republiki Biafry wraz z transportami broni. Na tym właśnie polega dwuznaczność pomocy humanitarnej: gest polityczny pozwala na wsparcie, ale jest zarazem aktem symbolicznym przedłużenia interwencji zbrojnej. Podobnie było w latach 90. XX w. w Sarajewie: zaangażowanie organizacji humanitarnych było dla ludności cywilnej sygnałem dalszego ciągu działań wojennych.

Grzegorz Gruca podkreślił, że w praktyce niełatwo jest precyzyjnie rozgraniczyć kiedy pomoc służy a kiedy utrwala konflikt. Bez wątpienia jednak, mimo szeregu popełnionych błędów, organizacje humanitarne starają się wyciągać wnioski i refleksje z własnych działań. Minimalizowanie patologii bywa trudne w perspektywie „syndromu CNN” – szereg instytucji dba o to, aby podążać za ludzkimi potrzebami, nie zaś kamerami stacji telewizyjnych. Sprawą podstawową wydaje się więc gruntowne rozpoznanie owych potrzeb. Pomoc międzynarodowa nie może wszak generować procesu profesjonalizacji uchodźctwa.

Linda Polman zwróciła jednak uwagę na pewien charakterystyczny brak równowagi finansowej, który pozwala określić działania instytucji humanitarnych mianem przemysłu. Otóż każdego roku 70 rządów państw całego świata przeznacza na oficjalną pomoc ok. 130 miliardów dolarów, do kwoty tej dochodzą także środki pozabudżetowe. Mowa zatem o ogromnych pieniądzach oraz idącej za tym władzy. Uznaje się, że zaledwie ok. 25% owych sum trafia do krajów najbiedniejszych, natomiast ok. 75% do państw, w których kraje udzielające pomocy mają swe interesy. Mówiąc wprost, organizacje pomocowe konkurują ze sobą o wpływy i pieniądze, medialnie nagłaśniając własną działalność, a tak naprawdę dbając o instytucjonalną rację bytu. Innymi słowy, aby pomagać innym, trzeba dbać o siebie – interesy polityczne i militarne są w tym kontekście realnymi problemami. Chodzi więc nie tylko o pomoc dla ofiar konfliktów, ale także o kwestię przetrwania samych organizacji humanitarnych.

Odpowiadając na pytanie o alternatywę wobec pomocy, która staje się źródłem patologii, Linda Polman podjęła kwestię wykorzystania międzynarodowych działań humanitarnych dla potrzeb wojny. Wydawałoby się, że zaangażowanie humanitarne nie powinno bardziej szkodzić niż pomagać, a jednak i tutaj organizacje często nie wdrażają sensownych rozwiązań, powołując się na zasadę udzielania pomocy wszędzie tam, gdzie jest ona jakoby potrzebna. Nie wolno zapominać, że skutkiem wieloletniej praktyki humanitarnej jest także zdolność rzekomych ofiar do manipulacji. Organizacje muszą unikać sytuacji wszelakiego wykorzystania i nadużycia gromadzonych środków – pomoc nie może trafiać tylko tam, gdzie decydują darczyńcy lub gdzie znajdują się światowe media. Stawia to pod znakiem zapytania pomoc humanitarną w warunkach otwartej wojny. Jednym ze sposobów ograniczenia nadużyć byłoby więc współdziałanie instytucji pomocowych – jak jednak zmusić organizacje do kooperacji?

Patrick de Saint-Exupéry wyraził powątpiewanie, co do perspektywy globalnej współpracy między poszczególnymi organizacjami. Trudność tkwi nie w samej idei pomocy, ale raczej w jej wypaczeniach – zdarza się czasem, że najlepsze i najszlachetniejsze intencje w praktyce są realizowane w szkodliwy sposób. Z opinią tą zgodził się Grzegorz Gruca, podkreślając, że granice kompromisów muszą być tu wyraźnie wskazane. Z pewnością jednym ze wskaźników nadużycia kompetencji jest ludzka godność – jej degradacja wskutek oferowanej pomocy, winna oznaczać koniec działań na danym obszarze.

W praktyce międzynarodowej pomocy humanitarnej kontrowersyjną rolę odgrywają środki masowego przekazu. Pomocy nie trzeba mediatyzować z zasady, tymczasem – powszechnie praktykowane przez instytucje pomocowe – nagłośnienie konkretnych wydarzeń, klęsk oraz konsekwencji wojen i konfliktów etnicznych – prowadzi często do przekłamania rzeczywistości w imię logiki mediatyzowanej pomocy. W takiej sytuacji – jak stwierdził Patrick de Saint-Exupéry – konieczny wydaje się powrót do pierwotnego znaczenia pomocy. Pomoc jest rodzajem daru, aktu odwagi oraz uwagi. Pieniądze nigdy nie rozwiązują sytuacji – rozwiązaniem jest natomiast wdrożenie strategii budowania, ponownego, żmudnego konstruowania. Trzeba zastanawiać się przede wszystkim nad tym, jak pomoc międzynarodowa może przyczynić się do rekonstrukcji spustoszonych przez konflikty zbrojne krajów. To jest jednak o wiele trudniejsze niż gromadzenie pieniędzy i nie wzbudza zainteresowania mediów.

W dyskusji z publicznością uczestnicy debaty rozważali kwestie obiegu informacji na temat organizacji humanitarnych, kontroli i przejrzystości ich działań, roli rzetelności dziennikarskiej, nacisku dyplomatycznego jako skutecznego narzędzia ograniczenia negatywnych skutków konfliktów militarnych oraz niejednoznacznej praktyki współpracy instytucji pomocowych z wojskiem, a nawet wykorzystywania wizerunku organizacji humanitarnych do wspierania autorytetu sił okupujących obszar konfliktu.

Jacek Głażewski

Wywiad z Lindą Polman na stronie Krytyki Politycznej: Przerwijmy zaklęty krąg epatowania cierpieniem 

Artykuł w Gazecie Wyborczej: "Widzisz głodujące dziecko w telewizji, rzucasz kasą i idziesz spać z przeświadczeniem, że uczyniłeś świat lepszym"